Wydanie książki "Na styku ciała i duszy"

WESPRZYJ
100
/ 13000 zł
1
wspierających
30 dni
do końca
zbiórki
Typ projektu:

O PROJEKCIE

    Celem projektu, jest wydanie książki "Na styku ciała i duszy". Pomysł gdzieś zawsze, tlił się w mojej głowie - ale nie chciał jakoś się wykluć. Do momentu, kiedy w moim życiu troszkę się pozmieniało i pojawiła się motywacja, oraz determinacja, żeby ten projekt zakończyć. Ale, żeby Was nie zanudzać tym, kim jestem, co się stało i dlaczego - do rzeczy:

thumb_5e34017_resize_1920_1080.jpg

 

O CZYM JEST KSIĄŻKA?

    Ziemię nawiedza klęska. Dokładniej rzecz ujmując – zostaje zaatakowana przez dziwne istoty, rodem z kosmosu. Ci, którzy przetrwali, prowadzą nierówną walkę o przetrwanie. Okazuje się, że najeźdźcy nie są spoza naszego świata. Wprost przeciwnie, są ze środka naszej planety, a przynajmniej pewne przesłanki na to wskazują. Trop wiedzie do Budapesztu…

    Laura postanawia ruszyć śladem Aleksandra, podążając tropem zapisanym w liście – opatrzonym dziwnymi, psychopatycznymi szkicami wizji apokaliptycznych. Nie jest to tylko wyprawa w poszukiwaniu odpowiedzi, kim są istoty odpowiedzialne za podbicie planety. Jest to także poszukiwanie samej siebie, odpowiedzi na temat uczuć i marzeń. Okazuje się, że ludzkość w erze braku prądu, ciągłego zagrożenia oraz kłopotów z pożywieniem, może także zacząć się jednoczyć. Kłopot w tym, że jest nas bardzo mało. A Laura nie wie, co jest ważniejsze – walka z wrogiem, czy z samą sobą. Do tego, jej towarzyszka jest jakaś, jest jakaś dziwna…

 

BUDŻET

    Aby wydać książkę, potrzebne jest 13 000 zł. Cała ta suma to koszty korekty, redakcji, projektu okładki, oraz wydania (mam nadzieję) pierwszego nakładu. Każda złotówka, powyżej tej sumy, zostanie wydana na promocję (reklama w sieci księgarni stacjonarnych i internetowych), poprawę jakości wydania, a moim marzeniem byłoby opatrzenie książki rysunkami – tego, co się dzieje z bohaterami.


NAGRODY

10 zł - podziękowanie mailowe

30 zł - egzemplarz książki w formacie .pdf

50 zł - egzemplarz książki z autografem

100 zł - egzemplarz książki z imienną dedykacją i podziękowanie na ostatniej stronie książki

200 zł - 3 egzemplarze książki z imienną dedykacją i podziękowanie na ostatniej stronie książki

350 zł - 3 egzemplarze książki z imienną dedykacją i podziękowanie na ostatniej stronie książki w formie rozszerzonej – opis osoby lub firmy

 

FRAGMENT KSIĄŻKI

    Proszę podążaj moim śladem, ale powoli. ONI są wszędzie. Jeśli faktycznie ludzkość jest tylko nieudanym eksperymentem, to chyba nie zasłużyliśmy na ten los. Kilka miesięcy temu, na przedmieściach zniszczonego Amsterdamu spotkaliśmy parę staruszków – niech spoczywają w pokoju. Przedzieraliśmy się w deszczowy dzień, kierując się do portu. Spotkaliśmy siedzącą na ławeczce parę ludzi. Żywych ludzi – żeby być dokładnym. Bez znamion obłędu, zdrowych, trzymających się za rękę i po prostu wpatrujących się w to, co było dookoła.     Mieli ponad 70 lat a ich siwiutkie już włosy były kompletnie mokre od deszczu. Kiedy podeszliśmy do nich nie wyglądali ani na wystraszonych, ani zaskoczonych. Do dziś nie wiem, dlaczego. Zaczęliśmy rozmawiać, normalnie, jakby to wszystko dookoła nie istniało. Co słychać, jak się czują, co tu robią. Oni pytali nas, dokąd zmierzamy... to było takie dziwne. W dzisiejszych czasach, trochę normalności, trochę życia jakby czas zatrzymał się na chwilę i żylibyśmy przed „ostatnim rozdaniem”. Deszcz przestał padać i wyszło słońce. W końcu nadszedł czas, kiedy musieliśmy iść dalej. Zapytałem ich, dlaczego siedzą, nie ukrywają się. Starsza Pani obdarowała mnie przepięknym uśmiechem i pomimo zmęczenia wyzierającego z każdej z setek zmarszczek przecinających jej twarz, w jej stalowo-szarych oczach zapłonął płomyczek. Powiedziała, że chcieliby ostatni raz usłyszeć muzykę. Laura natomiast zawsze miała przy sobie swój staromodny odtwarzacz MP3, jeden z pierwszych, na baterie rozmiaru AAA. Baterie, o które przyszło nam się wielokrotnie kłócić – one są ciężkie, a taszczenie baterii tylko po to, żeby raz na tydzień posłuchać muzyki naraża nas na niebezpieczeństwo. Jednak po tym wydarzeniu w Amsterdamie nigdy więcej nie narzekałem na ciężar tych baterii. Laura włączyła odtwarzacz i z malusieńkiego głośniczka popłynęła muzyka. Wolna, nostalgiczna. Czysty dźwięk wprawił naszych nowych przyjaciół w stan... ciężko to określić. Myślę, że uspokoili się i w ich głowach została podjęta decyzja. Staliśmy tak w ciszy i patrzyliśmy na nich, jak z zamkniętymi oczami ich dłonie odnajdują się i ściskają z emanującą wprost energią. Z bijącą od nich miłością. I ja, i Laura staliśmy i wpatrywaliśmy się w nich jak zahipnotyzowani. Nie istniały ruiny budynków wokół, nie czuliśmy przemoczonych ubrań na sobie. Nie pamiętaliśmy, że cały świat stanął w płomieniach i że ogromna większość ludzkiej rasy przestała istnieć...     Starszy Pan, który nazywał się Filip wyciągnął malutki słoiczek z brązowym płynem i podał swojej ukochanej i powiedział do niej „Napij się Eleno”. Spod wciąż zamkniętych powiek Eleny popłynęła łza. Otwarła oczy, w których widać było strach, ale też i szczęście. Podniosła słoiczek i wypiła mniej więcej połowę i podała go Filipowi, który zaraz wychylił resztę. Potem już bez słowa, patrzeć sobie w oczy wstali i objęli się w pozycji jak to walca angielskiego. W innych okolicznościach mogłoby to wyglądać trochę dziwnie – ich ramiona były nisko opuszczone, ewidentnie zmęczone życiem. Może ich ciała toczyły już walkę z chorobami wieku starczego. Powolutku zaczęli się kołysać w rytm muzyki, z każdą sekundą wykonując coraz bardziej zamaszyste i rytmiczne ruchy. Spojrzałem na swoją ukochaną – trzymała odtwarzacz MP3 nieruchomo, bojąc się poruszyć a nawet głębiej oddychać, żeby nie przerwać tego miłosnego tańca. W jej oczach także pojawiły się łzy. Widać było, że pod powiekami pojawiła się warstwa jakby ze szkła, a jej usta niemal niewidocznie nuciły słowa utworu, który właśnie rozbrzmiewał. Wróciłem, więc do przyglądania się starszym tancerzom. Z ich ruchów wyzierała godność i wyczucie taktu. Jestem pewien, że kilkadziesiąt lat temu przetańczyli razem niejedną noc. Po minucie Elena przestała tańczyć i z wolna osunęła się w dół. Filip podtrzymał ją i klęknął, kładąc jej głowę na swej piersi, a sam siadł opierając się o ławkę plecami. Spojrzała jeszcze na jego twarz, a on wygładził jej białe włosy. W tym momencie życie z niej uszło, a łza z jego oka spadła na jej policzek. Chciał ją wytrzeć, ale też już nie zdążył, gdyż sam odpłynął. Jego głowa bezwiednie opadła i oparła się na jej ramieniu. Po chwili i jego oddech ustał.
    Pomimo faktu śmierci, jej otoczki i sposobu odejścia tej dwójki, dokonała się pewna zmiana we mnie. Jestem pewien, że w Laurze też. Bez zbędnych słów i gestów, wykopałem płytki dół nad kanałem, naprzeciw ruin hotelu Marriott w Amsterdamie, układając zwłoki Filipa i Eleny razem. Pomimo, że tego nie powiedzieli, zapewne chcieli, aby tak właśnie zostać pochowanymi. Razem. To miejsce, dzięki śmierci tej dwójki staruszków, którzy wypili truciznę, żeby umrzeć w rytm muzyki, stało się magiczne. Przysięgam, że tam wrócę. W tym życiu, lub następnym. Będąc tam, słuchając muzyki i obserwując powoli osuwające się ciała, a jednak do ostatniej sekundy przepełnione miłością, nie mogę uwierzyć, że ludzkość jest tylko nieudanym eksperymentem. Nasze mózgi nie tylko bezbłędnie przetwarzają dane. Bezbłędnie i bezwarunkowo przetwarzają też emocje, wprawiając w zakłopotanie logikę i – łamiąc schematy oraz wzory, bazujące na danych – znajdując alternatywne rozwiązania, z pozoru niemożliwe i zaskakujące. Czy to jest coś, co zwykliśmy nazywać Bogiem? Czy ta wewnętrzna siła, niemądrze spychająca suche dane na drugi plan, to jest nasza magia? Jakkolwiek by tego nie nazwać, z tego właśnie powodu nie jesteśmy nieudanym eksperymentem. Choć akurat dla NICH, pewnie właśnie z tego powodu jesteśmy. Dlatego też powstali – żeby to zniszczyć.

thumb_c64be1b_resize_1920_1080.JPG

O MNIE

    Mam na imię Maciek i mam 35 lat i mieszkam na Śląsku. Mam szczęście, że moja praca nie jest tylko pracą, a czymś co naprawdę lubię robić. Więc po co ta książka?

    Od jakiegoś czasu szukam swojej przystani, czegoś co mnie wewnętrznie uspokoi i... No i pojawił się Alexander, oraz Laura. Muszę przyznać, że pisanie o nich przyniosło mi pewnego rodzaju spokój, oraz oderwanie się od codzienności. Praca, dom, praca z domu i tak w kółko. Człowiek całkowicie traci poczucie, że poza tym wszystkim jest jeszcze coś, czego trzeba szukać. Że są tajemnice i pytania, na które ludzkość nie zna odpowiedzi. Więc co znajduje się na styku duszy i ciała według mnie? Zapraszam do lektury i odbioru nagród :)

Regulamin komentowania